Poznaj historię, która zrodziła 4trymestr.

Dzieci nie potrzebują rodziców idealnych, lecz szczęśliwych

Mam na imię Ania, jestem mamą dwójki cudownych dzieci Iwa i Gai. Odkąd pojawili się na świecie, mój świat zmienił się całkowicie. W erze przed dziećmi byłam osobą zawsze bardzo niezależną, ambitną, działającą według planu i osiągającą to, co zamierzałam. 

Aż w roku 2014 wszystko się zmieniło. Na świat przyszedł Iwo i okazało się, że muszę uczyć się świata na nowo, bo rodzicielska rzeczywistość kieruje się innymi zasadami.  Jest zaskakująca i na nic się zdają moje plany, niezależność.

Pierwszym odkryciem, którego dokonałam był fakt, że nie jestem w stanie ogarnąć tej nowej rzeczywistości sama. W głowie na początku pobrzmiewały zasłyszane słowa „Tyle kobiet daje radę, to ja nie dam?”, „To najbardziej naturalny stan, sama dojdę jak to się robi”. Mąż wspierał mnie i dzielił ze mną opiekę nad dzieckiem. Ale z każdym dniem czułam, że potrzebuję obok siebie kobiety, która rozumie, co się dzieje z moim ciałem, co się dzieje w mojej głowie. Mimo całej miłości i empatii męża, nie był w stanie uspokoić moich chaotycznych myśli ani odpowiedzieć na pytania, czy to, co czuję fizycznie i psychicznie jest normalne.

Drugim odkryciem było stwierdzenie, że nas dwoje (ja i mąż) to za mało. Potrzebuję kobiety, która przeszła to, co ja. Jest w stanie mnie wysłuchać, zrozumieć, wie czego potrzebuję i potrafi, choć przez chwilę, zająć się synkiem. Miałam to szczęście, że były przy mnie 3 cudowne kobiety: mama, siostra i przyjaciółka. Mając swoje życie i powinności, mogły mnie wspierać głównie na odległość. Czułam jednak intuicyjnie, że to czego potrzebujemy, ja i mój syn, to ich obecność obok, że połóg to nie czas na samotność czy radzenie sobie samej.

Trzecim odkryciem, którego dokonałam był fakt, że do tej pory zupełnie opacznie rozumiałam pojęcie „instynktu macierzyńskiego”. Wraz z nadejściem dziecka oczekiwałam, że instynktownie będę wiedzieć, jak prawidłowo karmić piersią, jak przewijać, jak nosić dziecko. Z kolei do książek zaglądałam, żeby sprawdzić, ile dziecko powinno spać, ile jeść, co mogę jeść i tydzień po tygodniu śledziłam, czy prawidłowo zdobywa kolejne umiejętności według kalendarza rozwoju. Nie mogłam bardziej się mylić. Okazało się, że w trakcie porodu nie spłynęła na mnie w tajemniczy sposób wiedza odnośnie karmienia, noszenia i przewijania, że muszę się tego nauczyć i że można robić to źle. Dopiero przy drugim dziecku, mądrzejsza o własne doświadczenia, zdecydowałam się na pomoc doradczyni laktacyjnej i fizjoterapeutki dziecięcej, co oszczędziło mi masę bólu i stresu, których doświadczyłam przy pierwszym dziecku. Z kolei tam, gdzie na początku sięgałam do książek i prowadziłam dokładne wyliczenia, z czasem nauczyłam się słuchać własnej intuicji i własnego dziecka. Ilość karmień, ilość snu, wyciszanie, uspakajanie, przytulanie – tutaj najpotężniejszym narzędziem okazały się moje odczucia, ale najpierw musiałam je dopuścić do siebie i zaufać im.

Czwartym odkryciem, było zrozumienie, że moje dziecko, mimo że nie jest już w moim brzuchu, nadal jest silnie ze mną połączone. To co czuję: radość, spokój, ale i złość, stres czy frustracja, natychmiast jest przez nie odbierane i zauważalne w jego zachowaniu. I to zdecydowanie była najtrudniejsza lekcja, której tak naprawdę uczę się do tej pory. Dbając o siebie, dbam tym samym o dziecko! Jesteśmy naczyniami połączonymi. Nie jestem w stanie zapewnić dziecku szczęścia i poczucia bezpieczeństwa, gdy w środku targają mną nerwy lub gdy zmęczenie kładzie mnie na łopatki.

Te cztery odkrycia zainspirowały mnie do stworzenia miejsca, gdzie młode mamy będą mogły znaleźć wsparcie, zrozumienie i wiedzę, a także dostęp do sprawdzonych i zaufanych specjalistów z dziedzin okołoporodowych.

Stare afrykańskie przysłowie mówi, że „Do wychowania jednego dziecka potrzebna jest cała wioska”. Zapraszamy do naszej wioski!